Historia Radka

IMG 20211121 WA0000

Historia Radka

Bez trzustki i ze znaczną niepełnosprawnością można żyć.

Mam na imię Radek. Moja historia z rakiem trzustki zaczęła się od wystąpienia objawów żółtaczki mechanicznej, która przeszkadzała mi w trakcie treningów tenisowych. Czułem, że z jakiegoś powodu przegrywam z kolegami, z którymi wcześniej wygrywałem. To właśnie żółtaczka spowodowała, że zgłosiłem się do lekarza, a ten bez zbędnej zwłoki skierował mnie do szpitala na badania. W szpitalu po analizie TK okazało się, że mam naciek na trzustce, który blokuje kanał żółciowy przechodzący przez trzustkę. Rok wcześniej, na raka trzustki zmarł mój szwagier, więc po takiej informacji byliśmy z żoną załamani.

Początkowo trafiłem do chirurga, który bez specjalnego analizowania TK przekierował mnie do swojej żony na chemioterapię i leczenie paliatywne – twierdząc, że jest to guz złośliwy. Na szczęście posłuchałem rady przyjaciela – lekarza w Szwecji, który zaproponował dodatkowe konsultacje z innymi lekarzami. Od kolegi, z którym gram w tenisa stołowego, otrzymałem kontakt do wspaniałego chirurga – Prof. Stanisława Hacia, który operował trzustkę jego córki. Podczas pierwszej długiej wizyty u Prof. Hacia, dowiedziałem się, że zmiana jest operacyjna i mam szczęście, że trzustka dała sygnał na tak wczesnym etapie! W walentynki 2020 r., po 2. miesiącach od diagnozy miałem 9-godzinną operację, w trakcie której wycięto mi trzustkę, śledzionę, dwunastnicę oraz woreczek żółciowy (wariantem Whipple’a). Operację wykonano na oddziale chirurgii w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku. Niestety po pierwszej operacji doszło do rozszczelnienia rozległych zespoleń, które dodatkowo zostały objęte infekcją grzybiczną. Błyskawicznie traciłem siły praktycznie „przechodząc na drugą stronę”. Potrzebna była dodatkowa operacja odłączająca układ trawienny i podłączająca karmienie dożylne i dojelitowe, aby wspierać osłabiony organizm.

W tym czasie przeszedłem niezliczoną ilość transfuzji i dodatkowych zabiegów. Na moje szczęście znajdowałem się pod opieką wspaniałych lekarzy. W odpowiedniej chwili zrealizowano 3. operację – podłączającą ponownie układ trawienny i organizm zaczął się podnosić. Według słów lekarzy jestem jedyną osobą w Polsce, która żyje po takiej serii operacji. Od samego początku byłem świadomy poszczególnych etapów leczenia i wyników badań. Ogromnym wsparciem był także mój przyjaciel ze Szwecji – lekarz, który zajmuje się przeszczepami flory bakteryjnej. Był dodatkowym konsultantem w trakcie pobytu w szpitalu i na dalszym etapie procesu leczenia.

Na etapie, gdy praktycznie umierałem, nie byłem celowo informowany o złym stanie zdrowia – aby nie generować złego nastawienia do leczenia. Lekarz prowadzący – Prof. Hać, inni chirurdzy oraz pielęgniarki opiekowali się mną troskliwie. W leczeniu pomogły zapewne też wspaniałe warunki diagnostyczne i socjalne w UCK. Personel medyczny był niezwykle wspierający i empatyczny. Byłem pod ogromnym wrażeniem wiedzy i profesjonalizmu lekarzy i pielęgniarek z powołania, i chęcią dalszego rozwoju zawodowego. Ze względu na pandemię, która w trakcie pobyty w szpitalu spowodowała wprowadzenie restrykcji i zakazu odwiedzin – byłem w izolacji. Personel bardzo kompetentnie podchodził do różnych moich przypadłości po operacjach. Nie wiedziałem wcześniej na przykład, że gdy organizm jest osłabiony trzeba uważać z wstawaniem w łazience z klozetu czy stołka pod prysznicem – dwa razy rozbiłem sobie łuki brwiowe upadając na posadzkę… Na szczęście pielęgniarki były bardzo czujne. Musiałem na nowo nauczyć się jak jeść czy jak załatwiać potrzeby fizjologiczne.

W UCK miałem możliwość konsultacji u najlepszych specjalistów w swoich dziedzinach. W trakcie pobytu w szpitalu korzystałem także z porad psychologa – jednak chyba największe wsparcie psychiczne przyszło od mojej rodziny. Gdy jeszcze mogli – byli u mnie codziennie rano i pomagali mi się wdrożyć w każdy kolejny dzień. Najtrudniejsze były dla mnie ból i bezsilność w momencie, gdy pojawiły się komplikacje. Bardzo traumatycznym przeżyciem było leżenie na oddziale pooperacyjnym po drugiej operacji. Od początku choroby miałem niesamowite wsparcie całej rodziny: mojej żony, córek, siostry i rodziców. Bez nich i ich wsparcia nie wyszedłbym z tego. Wsparcie najbliższych i poczucie, że mam dla kogo walczyć i żyć, było w mojej opinii kluczowe. Natomiast szpital zapewnił mi pełne wsparcie odnośnie mojej sytuacji po powrocie do domu. Otrzymałem pisemne zalecenia dotyczące rehabilitacji, odżywiania czy zmiany stylu życia. Od momentu diagnozy zmieniłem podejście do żywienia. Wykryta cukrzyca spowodowała zmianę nawyków żywieniowych. Dodatkowo przed samą operacją zwiększyłem ilość treningów tenisowych, aby przygotować ciało do walki. Wszystko było po coś. Miałem nadwagę (w szpitalu straciłem 30 kg), która pozwoliła odżywiać organizm w trakcie rekonwalescencji, a sportowy tryb życia jaki prowadziłem przed chorobą, pomógł mi w wygraniu z nią. Tak jak wcześniej napisałem, przed wyjściem ze szpitala otrzymałem wszystkie niezbędne wskazówki dotyczące diety, nadchodzących zmian w organizmie czy etapów dochodzenia do zdrowia.

Twoja historia

Jeśli chcesz podzielić się swoją historią napisz do nas.

Skontaktuj się z nami.

Możesz nas obserwować na naszych kanałach w mediach społecznościowych

Szukaj

Porozmawiaj z innymi pacjentami

Rozmowa z innymi pacjentami może być bardzo pomocna. Rozmawiając z innymi osobami zmagającymi się z podobnymi problemami możesz uzyskać poradę lub po prostu poczuć ulgę.

Znajdź innych pacjentów poprzez naszą stronę na Facebook'u